– jak nie zgubić siebie i dzieci w świecie pełnym bodźców
Według najnowszego raportu Macierzyństwo w Polsce i w Europie aż 61 % matek w Polsce deklaruje doświadczanie psychicznego przeciążenia. Coraz częściej gonimy, scrollujemy, reagujemy automatycznie — a rzadziej naprawdę jesteśmy z naszymi dziećmi. Uważność może być antidotum na ten chaos. Ale czym ona właściwie jest — i czy to tylko modne hasło, czy realna wartość?

Ale zanim zaczniemy…
Hej, jak się masz?
Czytasz ten tekst w telefonie, między jednym powiadomieniem a drugim? A może już czujesz lekkie znużenie, bo nie masz jeszcze KONKRETÓW?
Zatrzymaj się na chwilę. Weź spokojny, długi wdech… i powolny wydech.
Kiedy ostatni raz oddychał_ś naprawdę świadomie?
Czy wiesz, że oddychasz?
A czy wiesz, że kiedy się stresujesz, Twoje ramiona niemal automatycznie się spinają, a Twój oddech zamiera? Jeśli czujesz teraz napięcie – spróbuj je rozluźnić.
Ten moment – tak prosty – to już jest uważność.

Uważność – modne hasło czy prawdziwa wartość?
„Uważność” pojawia się dziś wszędzie: w książkach, podcastach, aplikacjach. Bywa traktowana jak kolejny trend wellness, jak kolejny punkt na liście „to do”. Ale uważność to nie moda. To powrót do czegoś, co jest w nas od zawsze – zdolności do bycia obecnym, do bycia naprawdę tu i teraz.
Ta praktyka ma swoje współczesne korzenie w pracy Jona Kabat-Zinna, profesora medycyny, który w latach 70. wprowadził do szpitali program MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction). Chciał, by pacjenci z przewlekłym bólem i stresem mogli znaleźć ukojenie nie tylko w lekach, ale w świadomości własnego ciała i oddechu. Dla mnie Kabat-Zinn jest ogromną inspiracją – bo pokazał, że uważność nie jest abstrakcyjną ideą, ale bardzo praktycznym narzędziem codziennego życia.
I właśnie tu, w codzienności rodzica, leży jej największa siła. Uważność nie jest techniką tylko dla wyciszonych mnichów w odległych klasztorach. To narzędzie dla mamy czy taty, którzy stoją w korku, jedną ręką mieszają zupę, a drugą przewijają telefon. To przestrzeń na to, by dostrzec emocje dziecka i własne, zanim zdążymy wybuchnąć.
Warto przy tym zauważyć, że dzieci są naszymi najlepszymi nauczycielami uważności. One widzą to, co my – zajęci i zestresowani – często przegapiamy. Dla nich gąsienica pełzająca po chodniku to małe widowisko. Liść znaleziony w parku nie jest po prostu liściem, ale arcydziełem pełnym kolorów. A nowa para kolczyków u sąsiadki to wydarzenie, które trzeba koniecznie zauważyć i skomentować.
To my, dorośli, powinniśmy się uczyć od nich zatrzymywania i dostrzegania detali. Bo uważność to nie tylko siedzenie na poduszce medytacyjnej. To wybór: żeby na moment odłożyć telefon i spojrzeć w oczy dziecka, żeby zachwycić się czymś zwyczajnym, żeby usłyszeć nie tylko słowa, ale i intencje.

Dlaczego dziś tak bardzo jej potrzebujemy?
Żyjemy w czasach przesycenia. Zalewają nas informacje, powiadomienia, kolejne „musisz” i „powinieneś”. Prawda jest taka, że to nie świat nas zalewa informacjami– często my sami się nimi zalewamy: scrollując bez końca, szukając wrażeń, uciekając od chwil ciszy, w których czujemy się niekomfortowo.
Dochodzi do tego FOMO (ang. Fear of missing out) – dosłownie strach przed tym, co nas omija. Wydaje nam się, że musimy wiedzieć wszystko, być zawsze dostępni, reagować natychmiast. Ale ten lęk ma swoją cenę. Jako rodzice płacimy nią brakiem cierpliwości, brakiem obecności, złością na dziecko, które „znowu czegoś chce”. I tak my rodzicie mamy takie myśli (choć się ich wstydzimy). Co więcej, też chcemy uciec w ekran i nic nie musieć.
I wiem, że łatwo mi powiedzieć: bądź uważny, zwolnij, oddychaj. Co więcej, może czytając to myślisz sobie: „ona jest x kroków przede mną, a mnie moje dziecko nie posłucha” – to proszę Cię zatrzymaj się tutaj na chwilę i przede wszystkim usłysz to, że:
a. nie – nie jestem „przed Tobą”, bo uważność i ogólnie życie to nie jest żaden wyścig,
b. mnie moje dzieci też nie słuchają (i to wcale nie oznacza, czegoś złego), zachęcam Cię do sprawdzenia artykułu Klaudii na ten temat:
Nie musisz siedzieć w lotosie
W świecie, który bez przerwy coś od nas chce. Kiedy zaczynałam przygodę z medytacją przeczytałam takie zdanie: „Jeśli nie masz czasu medytować 20 minut, to powinnaś medytować 40”. I coś w tym jest. Myślę, że najłatwiej określić to stwierdzeniem, że właśnie wtedy, gdy czujemy największy brak przestrzeni, to najbardziej jej potrzebujemy.
Ale uwaga! Nie oznacza to, że od razu masz siadać na poduszce i medytować przez 40 minut. Nie. To raczej zaproszenie z mojej strony. Daj sobie szansę na krótkie chwile uważności. Może ze mną, krok po kroku?
Rzeczywistość jest wymagająca, a przebodźcowanie, lęk przed przyszłością, strach o dzieci, o pracę i o zdrowie to nasza codzienność. Uważność nie rozwiązuje wszystkich problemów. Ale chciałabym Ci pokazać, że jest przestrzenią, gdzie możesz powiedzieć: „odpoczywam i jestem”.

Małe kroki do uważności w codzienności – szczególnie jesienią
Jesień sprzyja zatrzymaniu. Dni stają się krótsze, wieczory dłuższe, a natura sama podpowiada nam, by zwolnić tempo – potraktuj jesień jako swojego sprzymierzeńca.
Zamiast uciekać w kolejne zadania, obowiązki czy ekran, warto wprowadzić do codzienności małe rytuały uważności. Takie, które nie wymagają dodatkowego czasu – tylko intencji, by być naprawdę obecnym.
Propozycja uważności dla maluszków – „Oddech dłonią”
Poproś dziecko, by położyło swoją małą dłoń na Twoim brzuchu albo klatce piersiowej. Razem oddychacie: „moja dłoń się unosi – moja dłoń odpoczywa”. Możesz dodać krótką narrację: „wdech – tu, wydech – jestem”. To proste i daje poczucie bezpieczeństwa.
Propozycja uważności dla młodszych dzieci– „Medytacja palców”
Dotykanie kciukiem kolejnych palców i przypisywanie im jakości:
- kciuk – siła,
- wskazujący – odwaga,
- środkowy – spokój,
- serdeczny – przyjaźń,
- mały – radość.
Dziecko powtarza za Tobą słowa, ucząc się, że w każdym momencie może wrócić do oddechu i do swoich super mocy – możecie stworzyć swoje.
Propozycja uważności dla starszych dzieci – „Skanowanie zmysłów”
Poproś swoje dziecko, by zamknęło oczy na chwilę i odpowiedziało na pytania:
- Co teraz słyszysz? (3 rzeczy)
- Co teraz czujesz w ciele? (2 miejsca)
- Co teraz zauważasz w oddechu? (1 obserwacja)
To krótkie zatrzymanie buduje samoświadomość i uczy regulacji.
Dla Ciebie rodzicu – „3 oddechy uważności”
Gdziekolwiek jesteś: zatrzymaj się i weź 3 świadome oddechy.
- Pierwszy – zauważ, że oddychasz.
- Drugi – poczuj ciało (stopy na podłodze, dłonie na kolanach).
- Trzeci – przywołaj intencję: „chcę być obecny/a”.
To ćwiczenie nie zajmuje więcej niż minutę, a jednak potrafi zmienić całą jakość chwili.
Uważność nie jest perfekcją. To codzienny powrót – do siebie, do relacji, do chwili.To pierwszy tekst z cyklu o uważności w rodzicielstwie. W kolejnych będę pokazywać, jak ta praktyka może wspierać nas w radzeniu sobie ze stresem, złością i w budowaniu więzi. Bo życie, a szczególnie rodzicielskie, jest właśnie o powrotach.
O autorce
Cześć! Jestem Ewa i jestem mamą dwóch córek – to one są moimi największymi nauczycielkami uważności. Z wykształcenia i pasji jestem certyfikowaną absolwentką kursu MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction), trenerką komunikacji i well-beingu.
Tworzę przestrzeń Korzenie Uważności, w której spotykają się praktyka uważności, relacyjność i bezpieczeństwo. Na co dzień współpracuję z firmami, szkołami i fundacjami, wspierając dorosłych i dzieci w budowaniu dobrostanu, więzi i większej obecności w codziennym życiu.
Uczę, że uważność nie oznacza perfekcji. Jestem normalna – popełniam błędy, mam chwile zwątpienia. Ale coraz częściej wiem, że warto zatrzymać się i zamiast racji wybrać relacje.
Chcesz porozmawiać?
Jeśli czujesz, że stres, emocje czy trudne relacje przytłaczają Cię na co dzień – możemy spotkać się online. W ramach Uważnych rozmów wspieram w regulacji emocji, redukcji napięcia, budowaniu granic, wprowadzaniu uważności do codzienności oraz w lepszej komunikacji – także tej trudnej i obciążonej emocjami.
To bezpieczna przestrzeń, w której możesz zatrzymać się i odzyskać spokój – bez ocen, za to z uważnością i czułością.